Symbiotyczna więź matki z dzieckiem

Nina Turek ­- psychoterapeutka dzieci, młodzieży i dorosłych. Pracuje w nurcie analitycznym. Ukończyła kurs psychoterapii w Instytucie Analizy Grupowej “Rasztów” oraz kurs psychoterapii dzieci i młodzieży w Centrum CBT. Pracuje w Ośrodku Psychoterapii i Coachingu Inner Garden w Warszawie.

 www.inner-garden.pl

Symbiotyczna więź matki z dzieckiem prowadzi do rozmycia się tożsamości obojga

Ciąg dalszy artykułu “Nieświadoma matka. Bezradne dziecko”

Scena uliczna między matką a dzieckiem: matka szarpie swoje dziecko, które nie chce wsiąść do autobusu. Stoi uparcie na przystanku, nie słucha – najpierw próśb, potem – rozkazów matki. W podobnych sytuacjach myślimy: ,,co za koszmarne dziecko” lub ,,co za koszmarna matka” w zależności od tego, które z nich jest bardziej krzykliwe lub wymuszające.

Matki często po raz pierwszy są konfrontowane z trudnościami swoich dzieci, kiedy te zaczną chodzić do przedszkola. Instytucja przedszkola staje się wówczas miejscem, które daje feedback na temat tego, z czym dziecko sobie nie radzi oraz na ile są to trudności wychowawcze, a na ile emocjonalne lub genetyczne. Symbiotyczna więź matki z dzieckiem może być jedną z przyczyn tych problemów.Warto zastanowić się, jak rozumieć emocjonalne trudności dziecka.

Marzena i Julia

Marzena ma 30 lat. Pracowała już na studiach. Skończyła ekonomię i od dwóch jest Projekt Managerem w swojej firmie, w której zaczynała od stażu. Od początku była skoncentrowana na karierze, ponieważ dążyła do awansu społecznego – chciała w życiu osiągnąć więcej niż jej rodzice, którzy pozostali w małej miejscowości i zajmują się niewielkim gospodarstwem. Rodzice nie zmuszali jej, by dostosowała się do takiego rytmu życia, ani też nie zachęcali jej to tego, by osiągnęła więcej. Często czuła się zupełnie pogubiona i praca w korporacji dawała jej jasność, jak należy żyć, jak się ubierać, jakiego języka używać. Od studiów miała wrażenie, że korporacja przyjęła ją jak wielka, wymagająca matka i nadała strukturę jej osobowości. Wszystkie inne sytuacje, które dotyczyły życia poza pracą powodowały w niej lęk i zagubienie.

Dziecko – lek na całe zło

W pracy poznała Bartka, który podobnie jak ona uczył się w firmie, jak reagować w trudnych sytuacjach i też nie umiał być w relacji, nie wiedział jak budować bliskość. Związek jego rodziców polegał na kłótniach albo obopólnej obojętności. Kiedy zaczął się spotykać z Marzną, bardzo szybko zdecydowali, że się pobiorą. Oboje byli spragnieni życia rodzinnego i mieli nadzieję, że uda im się je zbudować mimo, że nie mieli pojęcia od czego zacząć. Zaczęli więc od ślubu. Szybko jednak stało się jasne, że się ze sobą nudzą, że nie potrafią się interesować sobą nawzajem. W Bartku narastała bezsilność, którą okazywał irytacją, bezsilność Marzeny znalazła ujście w uległości. Zaczęła myśleć o dziecku z nadzieją, że ono ożywi ich związek. Po roku małżeństwa zaszła w ciążę i Bartek stał się agresywny, ponieważ coraz częściej wydawała mu się ospała i obojętna.

Symbiotyczna więź matki z dzieckiem nie jest zdrowa.

Dziecko, które musi walczyć o uwagę rodziców, często wykorzystuje krzyk, agresję, złość. Zawsze trzeba się przyjrzeć takim zachowaniom – z czegoś one wynikają.

Walczyć, by przeżyć

Po urodzeniu Julki, Marzena zaczęła coraz częściej wychodzić do pracy, znikać na firmowych kolacjach, a opiekę nad dzieckiem przejmowały różne osoby – matka Bartka, siostra Marzeny, opiekunki. Julka początkowo była bardzo cicha i spokojna, nie sprawiała kłopotów. Marzena i Bartek mogli pracować z tym samym zaangażowaniem, co kiedyś. Oboje czuli się bezpiecznie jedynie w pracy, ponieważ tam znali swoje role, a w domu czuli, że ich przeszłość powraca z całą mocą pretensji, żalu i smutku.

Tymczasem Julka stawała się coraz bardziej wymuszająca, musiała wywalczyć sobie kolację, bajkę w telewizji, kupno zabawek. Nauczyła się, że jeśli ma przeżyć w swojej rodzinie, musi walczyć, a jej jedynym orężem był krzyk i atak na matkę, która w takich sytuacjach zgadzała się na wiele więcej niż powinna. W nocy Marzena wyrzucała sobie, że jest złą matką i coraz bardziej bała się swojego dziecka, które wymykało się spod kontroli. Im bardziej to przeżywała, tym więcej pracowała, ponieważ tylko w pracy mogła czuć się dobrze – tam była ważna, doceniana, liczyło się jej słowo. W domu czuła jakby stopniowo znikała – Bartek coraz częściej ją atakował, a Julka jakby naśladując go, żądała wszystkiego, co było jej potrzebne, by przetrwać.

Marzena miała wrażenie, że jej rodzina zamieniała się w dżunglę, mąż i dziecko stali się wygłodniałymi tygrysami, a ona  – zebrą, która żeby przeżyć udaje martwą. Julka niejednokrotnie szukała z nią więzi, kopiąc ją czy plując, co powodowało w Marzenie coraz większą niechęć do dziecka, które zostawiała do późnych godzin w przedszkolu.

Lęk i bezsilność

Przedszkolanki informowały Marzenę o tym, że Julia potrafi krzywdzić inne dzieci i czuje z tego powodu satysfakcję. Była przerażona tymi informacjami, które powodowały w niej jeszcze większą bezsilność i bierność. Nie rozumiała jak to się dzieje, że w pracy potrafi świetnie sobie radzić, a w domu cała kostnieje z lęku przed swoim dzieckiem, które coraz bardziej przypominało jej prześladowcę. Julia urastała w jej oczach do roli wszechpotężnego stworzenia, które ma nad nią moc i od którego chciałaby się uwolnić. Julia natomiast czuła ten lęk i niechęć w oczach matki.  Chciała się do niej zbliżyć, a gdy nie mogła, wpadała we wściekłość i przerażenie. Czy to znaczy, że jest tak strasznym dzieckiem, że matka od niej stroni? Czy to znaczy, że Marzena jest tak okropną matką, że Julka staje się przy niej wściekła i wymuszająca? Jest tak złą matką, że boi się swojego dziecka? Marzena czuła się zupełnie sama, myślała, że znikąd nie otrzyma pomocy. Może już zawsze będzie przeżywać ten lęk i bezsilność?

Justyna i Mirek

Justyna ma 29 lat, pracuje jako księgowa w jednej z korporacji. Z Przemkiem wzięła ślub już w 25 roku życia. Wszystko było zaplanowane i po kontrolą – studia, ślub, dziecko, kupno mieszkania. Chciała panować nad swoim życiem i miała nadzieję, że uda jej się stworzyć idealną rodzinę. Ślub odbył się zgodnie z planem. Zresztą rodzice także naciskali na to, by nie było opóźnień. Przez pierwsze 4 lata małżeństwa Przemek był milczący. Justyna, choć miała wrażenie, że panuje nad związkiem, czuła że Przemek wymykał się jej przez to częste milczenie, które doprowadzało ją do furii. Z kolei, kiedy zaczynał mówić miała wrażenie, że się kompromituje i właściwie już lepiej by było, gdyby milczał.

Zauważyła, że odwleka zrobienie wszystkiego, o co go poprosiła – naprawiał szafkę pół roku, bo nie mógł się do tego zabrać, rok upłynął zanim w końcu powiesił lustro na ścianie.  Justyna nie wiedziała, czemu tak się dzieje i miała wrażenie, że Przemek robi jej milcząco na złość – nie pokłóci się z nią, nie powie, że nie podobają mu się jej rządy, nie postawi jej granic, ale gwoździa nie przybije ani nie naprawi szafki. Nauczyła się więc naprawiać szafki, przybijać gwoździe, żeby Przemek wiedział, że nie może się tak nad nią znęcać odwlekając wszystko, o co go prosi. Doszło do tego, że Przemek nie był już w domu potrzebny – Justyna dobrze zarabiała, spłacała kredyt, naprawiała zepsute urządzenia. Nie mogła jedynie sama ze sobą zajść w ciążę.

Zazdrosna matka

Wiele lat upłynęło zanim pojawił się Mirek. W tym czasie miała wrażenie, że Przemek odwleka nawet poczęcie dziecka. Justyna pragnęła dziecka, ponieważ miała nadzieję, że kiedy się pojawi Przemek nie będzie jej tak irytował. Wychowa dziecko na kulturalne i zaradne. To ono będzie z nią, kiedy poczuje się sama. Marzyła o tym, że czas wypełnią jej wspólne zabawy z dzieckiem, które pomogą maluchowi rozwijać się. Już w ciąży wybierała interaktywne maty, klocki, mądre gry. Czekała tylko na moment, kiedy będzie mogła dziecku pokazać, jak bardzo świat jest logiczny i jak bardzo można nad nim panować i go kształtować.

Kiedy urodził się Mirek, Justyna chciała go mieć tylko dla siebie, Przemek irytował ją, gdy próbował zbliżać się do dziecka. Miała wrażenie, że Przemek przy dziecku robi wszystko źle i na opak. W głębi siebie była zazdrosna o Mirka i nie chciała, aby ktoś inny się nim zajmował. Nie chciała, żeby rodzina ich odwiedzała, bo każdy kontakt jej matki, teściowej czy siostry z małym irytował ją i stawał się dla niej zagrożeniem – jakby za chwilę Mirek miał wybrać którąś z tych kobiet na swoją matkę, jakby każda z nich miała w sobie coś znacznie bardziej przyciągającego niż ona sama.

Potrzeba kontroli

W kontakcie z Mirkiem też czuła często irytację, kiedy robił coś, czego nie akceptowała. Potem karała się za tę złość, która nie pozwalała jej być blisko Mirka. Wciąż miała wrażenie, że każda kobieta byłaby dla niego lepszą matką. Im bardziej czuła się zagrożona, tym bardziej go kontrolowała, pilnowała, żeby nie wchodził do piaskownicy i nie brudził rączek, żeby nie podchodził do niegrzecznych dzieci, bo mogą mieć na niego zły wpływ, itp. Mirek w jej poczuciu zaczął robić się złośliwy i wkładał rączki do brudnej piaskownicy, patrząc jej prosto w oczy, prowokował kłótnie z dziećmi. Chyba stawał się podobny do swojego ojca. Miała nadzieję, że nikt nie zobaczy, że Mirek się jej nie słucha. Jaką jest matką, że nie panuje nad własnym dzieckiem? Jak je wychowuje? A może to wina Przemka, który zawsze był królem lenistwa i odkładania spraw na później.

Symbioza matki i dziecka może doprowadzić do rozmycia się tożsamości obojga

Przedszkole to często pierwsze zderzenie domowego świata dziecka z tym zewnętrznym. Nie rzadko jest to trudna próba, okazuje się bowiem, że poza domem istnieją zasady, reguły, inne dzieci i ich potrzeby. Symbiotyczna więź matki z dzieckiem zostaje naderwana.

Konfrontacja z rzeczywistością

Kiedy Mirek poszedł do przedszkola wszystko to, co Justyna taiła przed całym światem, nagle się wydało. Została zaproszona do przedszkola na rozmowę i usłyszała, że Mirek jest nieposłuszny i nie wykonuje poleceń. Podczas rozmowy patrzyła na przedszkolankę lodowatym wzrokiem i próbowała jej udowodnić, że to ona nieudolnie pracuje z dziećmi, skoro nie potrafi sobie poradzić z Mirkiem. Justyna zagroziła, że jeśli przedszkolanka będzie jej wmawiała, że Mirek sprawia problemy, złoży skargę do dyrektorki przedszkola. Przedszkolanka była przerażona i zaczęła zastanawiać się, czy dobrze zrobiła, że wezwała matkę Mirka na rozmowę. Może dziecko nie zachowuje się aż tak źle? Następnego dnia przestała zwracać uwagę Mirkowi, gdyż obawiała się reakcji jego matki. W pewnym sensie, odpuściła sobie stawianie mu granic, ponieważ czuła, że to bez sensu, że jego matka ma władzę nad nim nawet w przedszkolu.

Sama na placu boju

Mirek coraz częściej prowokował kolegów do bójek, zabierał im zabawki. Justyna coraz częściej pojawiała się w przedszkolu i musiała stosować coraz poważniejsze groźby, aby zamknąć usta przedszkolankom i rodzicom dzieci, które Mirek prowokował w coraz bardziej wyszukany sposób. Na każde wezwanie do przedszkola przychodziła uzbrojona w złość i argumenty nie do podważenia. Nie chciała usłyszeć, że z Mirkiem są coraz większe kłopoty. Nieświadomie wyłączyła swoją refleksyjność. Kiedy wracała do  domu, mając w pamięci rozmowy odbyte w przedszkolu, czuła się przerażona, zawstydzona i zupełnie sama.

Dlaczego Przemek nigdy jej nie wspiera? Dlaczego musi brać wszystko na siebie? Czuła jakby świat ją zdradzał – skarżące się przedszkolanki, wściekli rodzice, mąż odkładający wszystko na później. Miała wrażenie, że Mirek specjalnie upokarzał ją jako matkę, sprawiając takie kłopoty. Ale ona stanie murem za synkiem, będzie walczyć o to, by nikt na niego nie naskakiwał bez powodu. Gdyby wydało się, że w domu jej dziecko też sprawia trudności, jaką matką okazałaby się przed sobą i innymi?

Matki i ich dzieci

Co łączy te historie? Co łączy matki z ich dziećmi? Jakie trudności dzielą dzieci ze swoimi matkami?

Wszystkie trzy kobiety wydają się osamotnione w swojej roli. Przedszkole staje się instytucją, która po raz pierwszy w życiu matki i ojca dziecka, jak soczewka skupia rodzinne problemy i często boleśnie konfrontuje z nimi rodzinę. Ewelina, Marzena i Justyna toczą samotną wojnę z przedszkolem albo nieświadomie unikają kontaktów z tą instytucją, żeby nie narazić się – jako matki dzieci sprawiających trudności – na społeczny ostracyzm. Każda z tych kobiet jest z mężem, który albo sam wycofuje się z życia rodzinnego albo jest przez żonę izolowany. W efekcie trzy kobiety zatrzaskują się w silnej więzi z dzieckiem, gdzie nie ma dostępu do dystansującej roli ojca – do jego cennych uwag, rozdzielania matki i dziecka w symbiotycznej zależności. Rolę tę przejmuje przedszkole, jednak w tych przypadkach – w formie konfrontacji, w obliczu której matka jest ię przerażona, czuje się bezradna, pozbawiona swojej wartości.

Symbiotyczna więź matki z dzieckiem

W tych trzech przypadkach, zanim dziecko zacznie chodzić do żłobka czy przedszkola, jego trudności w relacji z matką pozostają niewidoczne, ponieważ nie uczestniczy w życiu społecznym. W tym czasie, jeśli nie ma w życiu matki osób trzecich (ojca, znajomych, refleksyjnych dziadków), które rozluźnią jej symbiotyczną więź z dzieckiem, może dojść do tego, że matka nieświadomie będzie przeżywać swoje dziecko jako jedność z nią samą. Taka symbioza matki i dziecka powoduje, że staje się ono dla matki naczyniem na jej potrzeby, pragnienia, oczekiwania, frustracje. W takim zlewaniu się dwóch istnień nie wiadomo gdzie zaczynają się problemy emocjonalne dziecka, a gdzie kończą problemy jego matki.

Trzy matki – trzy światy

Przyjrzyjmy się życiu tych trzech kobiet. Ewelina traktuje Lenę jako kogoś znacznie lepszego od niej, nieświadomie wyzbywając się swojego potencjału i siły. Gdy rodzi się dziecko, staje się ona jego przedłużeniem i ogranicza swoje życie do funkcji opiekuńczej. Przestaje czuć się kobietą, żoną, pracowniczką. Poświęca swoją energię życiową, aby ukształtować dziecko idealne. Czy Lena może być szczęśliwa, czując presję matki i jej nieświadome pragnienia związane z tym, że ma stać się dzieckiem bez skazy? Zastanawiające jest też, czy czuje się bezpieczna przy matce, nad którą zaczyna sprawować władzę. Może mieć poczucie, że to ona – mała dziewczynka – panuje nad całym światem, co może budzić w niej przerażenie.

Ciekawą kwestią jest, skąd bierze się wymuszanie przez Lenę posłuszeństwa rówieśników i przedszkolanek. Ten sposób funkcjonowania w świecie może wiązać się z jej charakterem, lecz może także być zapoczątkowany przez matkę – jej brak poczucia własnej wartości, poczucie, że nie zasługuje na lepsze życie. Lenka może stać się nieświadomym delegatem pragnień matki, aby stać się kimś ważnym i słyszanym.

Agresja to dla dziecka często sposób na przetrwanie w rodzinie.

Agresja u dziecka może być przejawem wewnętrznej frustracji, osamotnienia, lęku. Dzieci są radarem odbierającym emocje rodziców, z którymi próbują sobie poradzić.

Agresja – sposób na przetrwanie

Natomiast Marzena nieświadomie czuje się przerażona rolą matki, której być może nie poznała w domu rodzinnym. Ta rola narusza wypracowaną postawę przykładnej pracowniczki. Marzena może czuć się zagubiona, gdyż nie wie jak połączyć te dwa aspekty życia, nie tracąc poczucia własnej tożsamości, opartego na pracy zawodowej. Unika kontaktów z dzieckiem, ponieważ przypomina jej ono o jej głębokich potrzebach – głodzie relacji z mężem, głodzie miłości. Zależność Julki przeraża ją i wydaje się osaczająca. Sama potrzebuje wsparcia i tej sytuacji trudno jest jej samej zaopiekować się dzieckiem. Julia nauczyła się wymuszać zaspakajanie własnych potrzeb poprzez agresję. Dzięki tej agresji może poczuć, że psychicznie przetrwa.

Władcza matka

Co z Justyną i Mirkiem? Zastanawiające jest, skąd się bierze złość Mirka i dlaczego prowokuje w przedszkolu inne dzieci. Chłopiec nie wyraża złości w sposób bezpośredni, tylko doprowadza do tego, że inne dzieci złoszczą się na niego jawnie. Być może, obawia się wyrażania swoich uczuć wprost, ponieważ ma doświadczenia, że jego matka musi sprawować kontrolę. Jego spontaniczność zamienia jest w niszczenie relacji rówieśniczych. Jest to forma adaptacji do relacji z władczą matką, która boi się zrezygnować ze swojego poczucia, że panuje nad światem syna, męża, przedszkolanek.

Świadomość własnych potrzeb

Często ze względu na nieświadomość własnych potrzeb, przeżyć, oczekiwań, matki traktują swoje pragnienia i frustracje w podobny sposób, jak traktują swoje dzieci. Ewelina, która czuła się mało ważna, nieświadomie powoduje, że jej dziecko czuje się podobnie mało wartościowe. Za każdym razem, gdy Lenka próbuje panować nad rówieśnikami otrzymuje informację, że oprócz niej w przedszkolu są inne dzieci ze swoimi potrzebami.

Marzena jednocześnie głodzi emocjonalnie swoje dziecko i blokuje swoje potrzeby – Julka jest głodna miłości matki i wymusza ją, ponieważ wie, że matka inaczej nie zaspokoi jej potrzeb. Marzena podchodzi do własnych potrzeb podobnie jak do swojego dziecka – spycha je na bok, aby realizować się zawodowo. Unikając emocjonalnego kontaktu z Julią, nieświadomie powoduje, że Julia w przedszkolu zachowuje się w podobny sposób, jak matka wobec niej – nie jest w kontakcie z przedszkolankami, traktuje je jakby były za szybą (np. nie reaguje na polecenia).

Emocjonalna zależność

Justyna nieświadomie, nie słysząc potrzeb Mirka, wychowuje dziecko, które jest głuche na potrzeby innych. Sama nadużywa siebie w kontakcie z mężem, robiąc wiele rzeczy za niego, i w kontakcie z Mirkiem – gdyż chce z nim tworzyć niepowtarzalną i silną więź. Mirek natomiast odpowiada na emocjonalne forsowanie się matki prowokacją lub unikaniem – w pośredni sposób wyraża swoją złość. Mirek może nieświadomie obawiać się jawnej konfrontacji z matką, lecz ten lęk przenosi na kontakt z kolegami i przedszkolankami, i zachowuje się podobnie jak wówczas, gdy przebywa z matką. Justyna nadużywa siebie w kontakcie z innymi oraz nadużywa innych w kontakcie ze sobą – wnika w społeczny świat Mirka, próbując go retuszować zamiast zrozumieć, kontroluje działanie przedszkolanek wobec jej dziecka.

Te trzy historie pokazują jak trudno rozdzielić emocjonalne trudności matek i ich dzieci. I jak istotne jest, aby matka nie czuła się samotna w procesie wychowania dziecka, ponieważ właśnie wtedy, zarówno ona jak i dziecko, narażeni są na zatrzaśnięcie się w spirali emocjonalnej zależności, w której nie wiadomo gdzie kończy się psychika matki, a gdzie zaczyna psychika dziecka. Taka symbioza matki i dziecka do niczego dobrego nie prowadzi.

Summary
Symbiotyczna więź matki z dzieckiem
Article Name
Symbiotyczna więź matki z dzieckiem
Description
Druga część artkułu"Nieświadoma matka. Bezradne dziecko", autorstwa NinyTurek - psychoterapeutki dzieci, młodzieży i dorosłych, z Ośrodka Psychoterapii i Coachingu Inner Garden w Warszawie. Autorka pisze o tym, jak nieświadomość własnych potrzeb, lęk, frustracja i poczucie osamotnienia matki mogą uprzykrzyć macierzyństwo i niekorzystnie odbić się na dziecku.
Author
Publisher Name
Portal Zdrowia Dziecka
Publisher Logo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *